Ania jest jedną z naszych specjalistek od salsy solo i stylingu i jedneczośnie świetną tancerką i instruktorką salsy w parach. Do Latin Groove przyszła na jeden z naszych pierwszych kursów i już po kilku zajęciach jej talent został zauważony i doceniony. Ania bardzo szybko wciągnęła się w salsowe szaleństwo, szkoliła się na niezliczonej ilości kongresów i festiwali polskich i zagranicznych. Będąc na stypendium studenckim w Brukseli wspólnie ze znanym w całej europie Belgijskim instruktorem Talalem stworzyła pokazi wstępowała na kilku kongresach.
Ania jest przemiłą osobą, zawsze uśmiechniętą i pozytywną, która na pewno będzie dla was dostkonałym przewodnikiem w salsowym świecie.
Odkąd pamiętam, wszelkie próby ograniczania mojej aktywności okazywały się daremne. W rezultacie przestano walczyć z tym, czego okiełznać nie było można i w trosce o mój rozwój oraz bezpieczeństwo przyjęto zgoła odmienną politykę - starano się (z większymi bądź mniejszymi sukcesami) skierować moją niespożytą energię na jakieś tory. Jakie było dzieciństwo? Wspominam je jako bieganie z łukiem po łące, spanie w stogach siana wespół z chmarą świetlików, wdrapywanie się na drzewa czy skoki z mostu do jeziora (niektórzy wjeżdżali na rowerach...).
Gdy podrosłam, zasmakowałam mazurskiego żeglowania (kto był, ten wie jak fajnie może być...), galopu w deszczu, szaleństwa na nartach i nieporównywalnych z niczym wypadów w ukochane Tatry, które z każdym rokiem wydają mi się piękniejsze ... jednym słowem sport pod każdą postacią: aktywną i kanapową.
Był też epizod taneczny. A jakże! Jako małe dziecko przemknęłam przez kurs tańca towarzyskiego, gdzie partnerzy i wychowawcy wytrwale zmagali się z moją wielką słabością – niecierpliwością, nieokiełznanym pragnieniem przyswajania wiedzy według ukutej przeze mnie zasady: szybko, dużo i dobrze...o słodki idealizmie!
Obecnie przechodzę przez okres fascynacji szkolnictwem wyższym, czyli czasem aktywnych poszukiwań oraz studenckich uciech umysłu, ciała i ducha ... Niektórzy dokonaliby pewnie wybiórczej selekcji, ale ja trwam w przekonaniu, iż nie trzeba rezygnować z żadnego elementu. Niestety rzeczywistość sukcesywnie weryfikuje moje poglądy i zmusza do podążania w kierunku „zdrowego idealizmu” (wciąż żywię nadzieję, że coś takiego istnieje ... choćby tylko dla mnie). Mój „zdrowy idealizm” mówi mi, iż trzeba szukać i robić w życiu to, co daje nam prawdziwą radość. Głęboko wierzę, że jest to możliwe. Obok ludzi, których spotykam, taniec jest dla mnie jednym z większych generatorów takiej właśnie radości, a realizację w nim zawdzięczam niesamowicie pozytywnym ludziom z LatinGroove :)))