Co było pierwsze? Różowe rajstopki, różowy kostiumik, biała sztywniutka spódniczka i oczywiście baletki na stópkach - tak BALET.
Sześć lat z ówczesnym najsłynniejszym polskim baletmistrzem, wyjazdy i przedstawienia baletowe w całej Polsce i nawet partia solowa :) w "Jezioro Łabędzie". Ale niestety, moja miłość baletowa skończyła się wraz z odejściem naszego mistrza.
I co dalej? Pomyślałam , że może trochę tańca TOWARZYSKIEGO- tak tez poczyniłam a potem na mojej drodze tanecznej pojawiło się TANGO.
Tu nauczyłam się kontroli nad swoim ciałem , poczułam jak naprawdę wsłuchać się w muzykę, rytm i przelać to na swój taniec. Ale to jeszcze nie było to - milongi nie wystarczały a pokłady energii nadal we mnie drzemały.
I gdzie znalazły upust oczywiście w SALSIE.
Rozkochała mnie w sobie wciągnęła i trzyma do dnia dzisiejszego.
Historia zaczęła się w jednym z zupełnie niesalsowych klubów warszawskich gdzie między utworami pojawiła się salsa a ja zostałam porwana do tańca przez jednego z imprezowiczów . Nieświadoma tego , że jest to salsowicz poddałam się jego prowadzeniu i co potem usłyszałam " jesteś dobry materiał na salserkę " :) i tak popłynęłam.
Zaczęło się !!! :) - wszystkie imprezy salsowe zaliczałam do upadłego. Kursy , zajęcia, międzynarodowe kongresy , festiwale salsowe gdzie odbywały się warsztaty z najlepszymi instruktorami z polski i zagranicy. Latynoskie rytmy bachata ,merengue , rueda , mambo wpisały się w mój życiorys taneczny.
Teraz wszystko krąży wokół salsy- jest to studnia bez dna wciąż czerpie z niej energie, bo przecież wariacje :) salsowe można zgłębiać bez końca plus klimat światka salsowego -ludzie których poznajemy to jest w niej najpiękniejsze.