Współtwórca Latin Groove - muzyk (perkusista), tancerz, choreograf. Od 1993 do 2003 trenował sztuki walki – przede wszystkim kung-fu wu-shu shaolin quan i kick-boxing. Tańczyć zaczął w 2003 roku. Po roku nauki, zaczął uczyć w jednej z największych salsowych szkół warszawskich i występować na scenach polskich i zagranicznych.
W 2006 roku wspólnie z Basią Zielińska i Maćkiem Masiakiem założyli Latin Groove.
Jest współautorem nowatorskiego salsowego programu nauczania zawierającego w sobie poza techniką salsową elementy tańca współczesnego, jazzu, trening izolacyjny, cwiczenia na pionizację sylwetki i świadomość ciała, na podstawie którego prowadzone są zajęcia salsowe w wielu szkołach w całej Polsce.
Poza salsą od roku 2005 zajmuje się jazzem, modernem, tańcem współczesnym, hip-hopem, musical dance, poppingiem, lockingiem, szkoląc się z tych form na każdych możliwych warsztatach czy konferencjach. Pobiera regularne lekcje z klasyki, jazzu, modernu, stepu i akrobatyki sportowej.
W roku 2007 wraz z Basią Zielińską ukończył, etiudą z zakresu tańca współczesnego, krakowską szkołę choreografii scenicznej pod kierownictwem Marty Pietruszki, uzyskując na dyplomie ocenę celującą. Obecnie kończy w Krakowie państwowy kwalifikacyjny kurs instruktorski o kierunku taniec współczesny.
Od 2006 roku prowadzi warsztaty z salsy, mambo i Latin jazzu i występuje w całej Polsce, oraz w większych miastach europejskim (m.in. Berlin, Frankfurt, Stuttgart, Hamburg, Praga, Paryż).
Wraz z Basią Zielińską prowadzi formację taneczną występującą na kongresach salsowych w całej Polsce, szkoląc jej uczestników z zakresu jazzu, tańca współczesnego i modernu.
W salsie łączy elementy różnych form tanecznych tworząc swój własny niepowtarzalny styl. Jego specjalnością są skomplikowane prowadzenia, zakręcone figury, wszelkiego rodzaju obroty, modernowy feeling oraz szeroko pojęta improwizacja na każdym polu. Zajęcia prowadzi w sposób bardzo energetyczny, przekazując maksimum wiedzy i wykorzystując każdy moment by rozśmieszyć uczestników.
Moja taneczna kariera rozpoczęła się jak chyba w większości przypadków - w przedszkolu. Krakowiak był moim ulubionym tańcem - nie trzeba było nic robić - klęczało się tylko z wyciągniętą do góry ręką a dziewczynki biegały na około... - raj. Potem po kolei nastąpiły nowe fascynacje - G.I. Joe, piłka nożna, gry komputerowe i przez jakiś czas dziewczynki z fryzurą na pazia :D
W międzyczasie zająłem się na poważniej sportami walki. Najpierw combat, potem Kung-Fu Shaolin Quan (tam otarłem się o coś w rodzaju tańca biorąc kilkakrotnie udział w turniejach w tak zwanym wykonywaniu form przy muzyce - jak ktoś oglądał Karate Kid to powinien wiedzieć o co chodzi...). Na koniec poszedłem na 5-cio letnia randkę z Kick-boxingiem, zawodami, medalami, mistrzami polski, przestawionymi nosami i podbitymi oczami, która skończyła się kontuzją stawu skokowego.
Lekko kulejąc płynnie przeszedłem z tłuczenia się pięściami i nogami na wykonywanie kroku podstawowego i prowadzenie partnerek - zacząłem tańczyć salsę w jednej z największych szkół warszawskich.
Nie był to taki zupełny przypadek, ponieważ wcześniej w przerwach pomiędzy kopaniem i boksowaniem, ćwiczyłem dzielnie (doprowadzając moich sąsiadów do szału, bądź przyspieszając ich decyzje kupna spokojnego domku na wsi...) grę na przeróżnych instrumentach perkusji latynoskiej, Uczyłem się u jednego z najlepszych nauczycieli w tej dziedzinie w Polsce - Davida Saucedo Valle, potem udało mi się nawet nagrać kilka płytek z różnymi grupami i wziąć udział w różnych projektach muzycznych. Tak więc najpierw salsę grałem, a potem zacząłem ją tańczyć.
Początkowo salsowe doświadczenia zbierałem przy barach warszawskich salsotek ośmielając ciało i dusze chmielowym wywarem. W międzyczasie poleciałem na miesiąc na Kubę, gdzie oprócz podziwiania mniej lub bardziej brązowych Kubanek, opalania się, kapania, picia rumu, leżenia w szpitalu i szmuglowania cygar troszkę tańczyłem.
Po powrocie jakoś się ośmieliłem, wykorzystałem swoje doświadczenia wymiatacza w weselnym "odsie dosie" (to się chyba nazywa disco samba) oraz brak problemów z rytmem (w końcu jestem perkusistą) i poszło szybko (podobno nawet bardzo szybko). Chodziłem na wszystkie możliwe imprezy i każde salsowe warsztaty. Po niecałym roku zaproponowano mi prowadzenie własnych kursów i zaproszono do formacji z którą występowałem w wielu miejscach w Polsce oraz w Berlinie, Monachium, Pradze.
Potem się zaczęło - taniec mnie pochłonął bez reszty. Poza salsą zacząłem regularnie ćwiczyć funky, jazz i hip-hop. W tanecznym szale nie odpuściłem żadnym warsztatom prowadzonym przez międzynarodowe gwiazdy wzbogacając się o doświadczenia z modern jazzu, street jazzu, musical jazzu, afro. Biegałem nawet po sali z młodymi baletniczkami na lekcjach klasyki.
Salsa nadal pozostaje moja największą taneczną miłością. Nieokreśloność jej zasad i możliwość wzbogacania jej o ścinki różnych innych form tańca, pozwoliły mi korzystać ze wszystkich tanecznych doświadczeń (z krakowiaka z przedszkola też) i rozwijać swój własny styl.
Poza samym tańcem pochłonęło mnie też uczenie ludzi - sprawia mi to niesamowitą frajdę. Kiedy widzę rozwój mojego ucznia czuję się tak jakbym sam się rozwijał. Razem z Basią w oparciu o doświadczenia z zajęć z różnych form tańca stworzyliśmy swój własny program nauczania, dzięki któremu nasi uczniowie w krótszym czasie uczą się podstaw, wyrabiają swój własny styl i przede wszystkim czują, że praca włożona w lekcje tańca przekłada się na wymierne efekty.
Z ostatnich fascynacji: electric boogie, pantomima i tango...