LATIN GROOVERS cieszą się, że tu jesteś!


Witamy serdecznie na internetowej stronie warszawskiej szkoły salsy
Latin Groove!!!
Jako szkoła zajmujemy się propagowaniem na polskim gruncie tanecznej kultury afrokubańskiej i karaibskiej poprzez uczenie: salsy liniowej, mambo, chachy, bachaty, merengue czy elementów rumby.
Stawiamy na imprezowy, socjalny aspekt ("social abilities") salsy, jako umiejętności tanecznych do wykorzystania na salsotekach i międzynarodowych kongresach salsy.
 Ucząc łączymy aspekt zabawowy i imprezowy salsy z techniką tańca zaczerpniętą z takich form jak jazz czy klasyka (balet) i uzupełniamy to wszystko o techniki ruchu i ćwiczenia zaczerpnięte z hip-hopu, funky, tańca współczesnego, tanga i innych..

Poza uczeniem zajmujemy się prowadzeniem projektów choreograficznych i pokazowych, organizacją i obsługą imprez i wyjazdów.
 
 Mamy nadzieje, że znajdziesz u nas coś dla siebie - Zapraszamy!

Imprezy i wydarzenia

pon sie 02 @09:30 - 11:59
Equilibrium Practice
pią sie 06 @09:30 - 11:59
Salsoteka Alternatywa

Maciej Masiak "Mati"

MaciejWspółzałożyciel Latin Groove. Salsero NY style.
Jego taneczne zainteresowania od zawsze krążyły głównie wokół użytkowych, ulicznych form tańca pozwalających na indywidualny rozwój i uwolnienie zmagazynowanej energii. Dlatego taneczne początki połączyły zainteresowanie czarną muzyką z radia Color Bogny Świątkowskiej z wymagającmi sprawności fizycznej funky, rapu lat 80-90tych, break dance.

Następnym etapem były standardy dyskotekowe i rock'n'roll, które przydały się towarzysko, ale mało pozwalały na improwizację i sprowadzały się do wyuczonych kilku prostych figur. Następnie odbył przygodę z tańcem nowoczesnym, do którego łatwo zmigrował właśnie dzięki rytmice i umiejętnościom technicznym z funky, rapu i breakdance. Był to jednak taniec choreografowany, tańczony nie w parach i głównie w celach pokazowych. Wszystko to było do czasu aż poznał salsę i zapadł w nią bez reszty, szczególnie w jej płynną odmianę NY na 2.

Obecne zainteresowania krążą głównie i wyłącznie wokół latynoskich rytmów takich jak salsa, mambo, chacha, bachata, merengue, rumba-cubana. Uwielbia salsę na 2 (mambo) i latin jazz pozwalające na maksymalną improwizację. Na kursach cechuje go lekkość przekazywania wiedzy skutkująca salsową radością z tańca w parach. Wyjątkową wagę przykłada do czystości stylu, technik prowadzenia i rytmu.

Maciej Moja taneczna przygoda wzięła swój początek z poszukiwania rytmu. Była fantastyczna melodycznie muzyka rockowa z rytmem prostym i nieciekawym, a jedynym ruchem było pogo, tudzież przestępowanie z nogi na nogę i potrząsanie głową. Pojawił się rapowy MC Hammer z rytmem, ale bez linii melodycznej, za to w obszernych spodniach i świetnie się poruszający. Bogna Świątkowska wraz z miksującym swoje szatańskie sety początkującym DJem 600 Volt w radio Color prezentowała coraz to nowe rapowe kawałki prosto z USA. Public Enemy, KRS ONE i inne Czarne Pantery - rasistowski odpowiednik europejskiego White Power tylko w drugą stronę - którzy później przerodzili się w Cripsów i Bloodsów, już mniej ruszających się za to strzelających i obwieszonych złotem w lowriderach (Dr.DRE, Snoop), tworzyli muzykę, która wyrzucała energią pod sam sufit. Wtedy to do muzyk z tekstem "zastrzelę Cię dziś białasie" zacząłem swoje pierwsze tańce w szerokich spodniach. Jako, że był jak wszędzie nurt ambitny ("zabiję Cię a potem zobaczysz kto tu rządzi") i nurt typowo chill-outowy jak właśnie Mc Hammer czy podskakujący Will Smith (wtedy jeszcze Fresh Prince) z Jezzy Jeffem w Bel-Air, nie wspominając cudownego Billa Cosby'ego robiącego "sprężynkę" w "Bill Cosby Show", słuchałem nurtu ambitnego natomiast tańczyłem w Hybrydach przy nurcie luzującym. Było to fajne o tyle, że jedna osoba, która podpatrzyła jakiś ruch na teledysku uczyła inną, nie było regularnych kursów rapu (nie hip-hopu, to dużo później). Potem się okazało, że jest strasznie super, tylko, że wszyscy tańczą sami. Jakoś się zmusiłem do pójścia na kurs tańca towarzyskiego, choć w głowie mi tkwiła wizja gościa wymazanego mączką ceglaną. Jednak rzeczywistość była inna, a potem efekty mi wystarczyły, żeby móc się pobawić w parach - wiadomo, studniówki i tp. Ponadto kurs tańca trwał wtedy ok. 3 miesięcy i wychodziło się z dużym niedosytem i niedowierzaniem "I co? To już? Już umiem?", ale moje zapędy zostały zaspokojone. I wtedy trafiłem zupełnym przypadkiem do OKO na Ochocie na kurs Marka i Joasi, grupa się nazywała Volt. Praktycznie wtedy się wciągnąłem. Może nie zrobiłem oszałamiającej kariery, nie przekonałem się żeby tańczyć choreografie na wagonie kolejowym w teledyskach gwiazd polskiej piosenki, ale ta dwójka obudziła we mnie pasję do tańca, no i że niekoniecznie mączka ceglana na twarz, że da się i bez tego. Zajęcia były świetne i bardzo mnie pokierowały. Potem już po choreografiach, które mocno ograniczały i niepozwalały na praktyczne zastosowanie szukałem stylu wolnego. Było trochę break-dance (zakochałem się w tym przelotnie zwłaszcza po wizycie we Francji gdzie tańczony był na stacjach metra), nadal rap/funky i mnóstwo tańczenia w parach "odsie-dosie" na imprezach. Mijał czas..

Aż któregoś razu przyjaciele, którzy zapisali się na kurs tańca zaciągnęli mnie do zaplecza teatru Nowego, bo tam Arco uczy salsy. Po tym powiedziałem, że nigdy więcej salsy. Nie rozumiem, nie słyszę, są uderzenia wyraźne a chodzi się na 3 do zupełnie czegoś innego. Jakieś pauzy. Nie rozumiem, to nie dla mnie. Pół roku później znowu jakimś trafem wylądowałem w teatrze Nowym, kolejne podejście, znowu Arco. Totalne zagubienie z tym poplątanym rytmem, ale mój przyjaciel się zaciął i powiedział, że to musi być dla ludzi i on musi to zrozumieć. Ja poszedłem zrezygnowany. Aż spotkałem go po kilku miesiącach, tuż po powrocie z kongresu salsy w Berlinie. I że koniecznie muszę, tylko żebym się nie zrażał. Zrażałem się, ale jak zobaczyłem co on wyprawia z tymi wszystkimi pięknymi kobietami na parkiecie Enklawy po pół roku niewidzenia się to chodziłem dalej. Musiałem usłyszeć, niekoniecznie tak tańczyć, chciałem wiedzieć. O co w tym rytmie chodzi, wiem że clave, wiem że tumbao, nie rozumiem. Trzy miesiące regularnie chodziłem na imprezy dotąd, aż usłyszałem. Tak, że mogłem klasnąć za każdym razem gdzie jest 1, gdzie 5, gdzie 2, 3 i td. Wtedy historia zatoczyła wielkie koło i znowu wylądowałem w OKO. Tym razem na kursie salsy na 1 u Oli i Marysi. Kurs się zaczął 1,5 miesiąca wcześniej co prawda, ale się nie poddałem. Potem chodziłem regularnie na kilka kursów, przeskakiwałem poziomy, statystowałem gdzie tylko mi pozwolono. Do tego każda salsoteka była obowiązkowa, 4-5 razy w tygodniu. Po 1,5 roku już było naprawdę fajnie, ale wciągnąłem się na zabój. Ciągle coś chciałem udoskonalać, ciągle chciałem coś poprawiać, wciąż chciałem ćwiczyć, żeby przekroczyć już w sobie kolejną barierę, kolejny poziom. Głęboka pasja, fantastyczni ludzie. Aż doszło do spotkania ze Słoniem i Basią. Wspólna wizja, wspólne cele, wiele godzin treningów, z pewnością jeszcze więcej pozostało. Uczestniczyłem we wszystkich możliwych warsztatach z zagranicznymi instruktorami, jacy tylko się pojawili. Tak pozostało do dziś. Salsoholizm pełną gębą. Ciągłe ro zwijanie ducha kreatywności przy jednocześnie ogromnej liczbie elementów i reguł technicznych. Chyba się z tego wyplątać już nie da jeśli się raz spróbowało i wpadło. Ja wpadłem. Nie żałuję. Fantastyczny czas, lepszego nie mogę sobie wyobrazić.

Z pasji, poświęcenia mnóstwa czasu i pracy na doskonalenie swojej salsy chciałbym obecnie maksymalnie dużo swoich umiejętności przekazać innym, żeby swobodnie mogli uczestniczyć w międzynarodowych kongresach i festiwalach salsy w Europie i na całym świecie bez skrępowania, bez przepraszającego wzroku, że nie trzeba mieć ciemnej skóry, żeby móc na dobrym poziomie poprawnie zatańczyć z dowolną osobą płci przeciwnej na salsowej imprezie.

Pasjonat:

  • wszelkich aspektów salsy jako "social dance",
  • elegancji i czystości stylu liniowego,
  • wciąż narastający wielbiciel kultu jazzującego mambo,
  • odkrywania coraz to nowych wymiarów interpretacji muzyki,
  • feelingu muzycznego i interpretacji,
  • zabawy i interakcji partnerów, wzajemnej gry,
  • podkreślania i obnażania indywidualnego charakteru osób podczas tańca.

Jeśli powyższy akapit jest niejasny, spotkajmy się na salsotece, albo po prostu na kursie.

 

Jędrek Maciejewski

Jędrek to jeden z naszych najbardziej skrupulatnych instruktorów. Potrafi jednocześnie dokładnie przekazywać wiedzę i dawać nieźle kursantom w kość. Na zajęciach u Jedrka spotkacie się więc z nowatorskim i autorskimi metodami nauczania:) Możecie tez liczyć na szybką integracje grupy i w krótkim czasie wspólne imprezowa na salsotekach :)
 

Galeria Latin Groove