Natalia Swęd
Jak trafiłam na pierwszy trening?
Mam trzy lata starszego brata. Kiedy szedł do pierwszej klasy podstawówki, mama zapisała go na zajęcia taneczne. Ponieważ był malutki to musiałyśmy z nim jeździć ? Przez pierwsze kilka treningów bacznie obserwowałam panią trenerkę z ławeczki, na której przesiadywali rodzice. Szybko doszłam do wniosku, że też chciałabym tańczyć... No i cóż, mama nie miała wyjścia. Znudzona podziwianiem mojej lambady - mój ulubiony taniec z tamtego okresu :)
Zapisała mnie na zajęcia z nadzieją, że mój zapał troszkę się zmniejszy.(...myliła się :)) Już na kolejnych zajęciach jako pierwsza stałam na parkiecie gotowa do zajęć.
Później wszystko samo się ułożyło...
Ponieważ byłam bardzo zdyscyplinowana na treningach i szybko pojmowałam nowe kroczki, trenerka stwierdziła, że czas przepisać się do prawdziwego klubu tanecznego... I od tamtej pory, taniec pochłonął mnie bez reszty.
Przez 10lat pod okiem wspaniałych instruktorów szkoliłam się w zakresie tańców towarzyskich. Niewinne treningi przekształciły się w ciężką prace, której efekty widziałam startując w turniejach. Różnie bywało, odnosiłam sukcesy, ale również porażki, które jeszcze bardziej mobilizowały mnie do doskonalenia swoich umiejętności.
Mając 14lat zapragnęłam czegoś nowego. Rozstałam się z partnerem i wstąpiłam do klubu tańca nowoczesnego „Volt”. Tu poznałam odmienne style taneczne. Bardzo szybko trafiłam do grupy przygotowującej się na Mistrzostwa Polski i niedługo po tym odnieśliśmy pierwsze wspólne zwycięstwo. Nauczyłam się pracy w formacji. Wiedziałam, że teraz moje wyniki nie zależą tylko ode mnie, ale od zespołu. Czyli jeden za wszystkich,wszyscy za jednego :)
Prócz formacji, zaczęłam występować również solo i w duetach jednak taniec nowoczesny przestał mi wystarczać.. postanowiłam, że zająć się takimi technikami jak hip-hop i jazz.
I tak sobie beztrosko tańczyłam do momentu, gdy obudziła się we mnie tęsknota za tańcami latynoamerykańskimi...Brakowało mi w tańcu kobiecości, bioderek, pięknych sukni, butów na obcasach...Byłam w stanie stanąć na rzęsach byle tylko wrócić do tańca towarzyskiego...no i chyba stanęłam?, bo w wieku 17lat powróciłam na parkiety tańca towarzyskiego.
Moja tęsknota wygasła po roku, kiedy też stwierdziłam, że to już nie to samo... Może to i dobrze,że tak się stało, bo zaczął się najfajniejszy etap w moim życiu. Połączyłam pasję z pracą. Brałam udział w paradach, koncertach, w programach telewizyjnych m.in. „Jak oni śpiewają” , „Sylwester w jedynce”.. Czyli zaczęłam tańczyć wszystko od oberków, do hip-hop, jazz, latino, walczyki, a także ze wszystkim: krzesła, chusty, patyki, kapelusze itp.
I chyba trwałabym w tym po dzień dzisiejszy, gdyby nie spotkanie po latach z....
No właśnie, z kim? Z Basią, którą poznałam będąc maluszkiem.(tańczyłyśmy w jednym klubie).Dowiedziałam się wtedy o szkole (jakże wspaniałej i wyjątkowej?)- „Latin Groove” postanowiłam spróbować i oto jestem...:)
Włożę teraz całe serduszko, żeby zaszczepić w was te pasję, która zawładnęła moim życiem!:)
„Taniec jest najwznioślejszą, najbardziej wzruszającą, najpiękniejszą ze wszystkich sztuk, bo nie jest tylko prostą interpretacją czy wyobrażeniem życia; jest samym życiem!!!!!”
Havelock Ellis

